piątek, 21 sierpnia 2020

Rachuba czasu według Słowian

Rachuba czasu według Słowian


Obecnie żyjemy z kalendarzem w ręku, skrzętnie notując w nim wszelkie plany i terminy. Życie bez tego przydatnego drobiazgu wydaje się być nie do pomyślenia. A przecież nasi przodkowie tak właśnie żyli. I choć zapewne nie mieli potrzeby notować daty strzyżenia włosów u fryzjerki Joli, to tak jak i ludzie współcześni mieli swe plany i obowiązki do wykonania. Jak w takim razie organizowali sobie życie?

Kalendarz ze słońca, księżyca i gwiazd


Pierwsi Słowianie żyli w zgodzie z naturą, bo też po prawdzie nie mieli innego wyjścia. Ona dyktowała warunki. Położenie słońca i księżyca wyznaczało porę dnia i nocy, podobnie jak gwiazdy. Miesięczny cykl księżycowy wyznaczał dłuższe odcinki czasu. Zjawiska astronomiczne, takie jak solstycja i ekwinokcja zwiastowały nadejście cyklicznych zmian w przyrodzie. Dostrzeganie tych zjawisk było niezwykle istotne, ponieważ stanowiły one stałe punkty w ciągu następujących po sobie dni. Słowianie, jak zresztą wiele innych ludów, uznali te dni za święte i pełne magicznych znaczeń.

Najważniejsze słowiańskie święta i co z nich pozostało


Świętami, które wymienia się jako najważniejsze w słowiańskim kalendarzu, są Szczodre Gody, Jare Gody, Noc Kupały i Święto Plonów. Po Szczodrych Godach rozpoczynających się wraz z przesileniem zimowym, pozostały nam tradycje związane z Bożym Narodzeniem. W Jarych Godach przypadających na równonoc wiosenną bez trudu rozpoznajemy współczesną Wielkanoc. Upalna noc letniego przesilenia była kiedyś poświęcona Kupale, dziś – świętemu Janowi. Z kolei konotacje przypadającego na równonoc jesienną Święta Plonów i dzisiejszych Dożynek są oczywiste. Pamiątki po sobie pozostawiły również słowiańskie Dziady oraz Gaik. Z Zielonymi Świątkami niektórzy wiążą z kolei dawne święto zwane Stadem.


Kalendarz po chrystianizacji


Proces chrystianizacji nie dokonał się oczywiście w jednej chwili, lecz trwał latami. Wraz z oficjalnym wprowadzeniem Polski w poczet krajów chrześcijańskich, zaczęto rozpowszechniać sztukę pisania – oczywiście wśród szlachty i przyszłych duchownych. Wprowadzono też kalendarz, a wraz z nim nazwy pór roku i miesięcy. Nazewnictwo przyjmowało się jednak opornie, a prosty lud nic sobie z niego nie robił tworząc własne terminy, których sens wywodził się wprost z zachodzących z przyrodzie zmian. Tak powstała nazwa styczeń – od tyczek szykowanych w tym okresie przez gospodarzy, luty – czyli miesiąc srogi i ostry, brzezień (marzec) – od zieleniejących brzóz, łżykwiat – dla kwietnia mamiącego rośliny złudnym ciepłem. Pozostałe miesiące również otrzymały swe rodzime imiona, które w pewnym stopniu przetrwały do dziś. Nazwą łacińską, która przyjęła się bez problemów jest maj. Dziś zapomniano także o nazwie brzezień i stosujemy tę wywodzącą się z łaciny – marzec.

Boski patronat


Chrystianizacja, jak wspomniano wcześniej, przebiegała stopniowo i powoli, nic też dziwnego, że poszczególne pory roku doczekały się patronatu… bóstw słowiańskich. Każda pora roku otrzymała swego boskiego opiekuna. Weles związany był z zimą, Mokosz z wiosną, Jaryło towarzyszył latu, a Rod jesieni. Podobnie miała się rzecz z miesiącami, którym patronowały poszczególne bóstwa słowiańskiego panteonu.


Guślarz, wołchw i żerca - tłumacze boskiej woli

Tłumacze boskiej woli i nakazów przyrody


Słowianie, jak wszystkie ludy przed tysiącami lat, kierowali się w życiu nakazami przyrody, religii i magii. Było to oczywistą konsekwencją życia w bezpośrednim związku z naturą i równoczesnym jej niezrozumieniem. Te trzy elementy – przyroda, religia i wiara – tworzyły ze sobą nierozerwalną całość. Zrozumienie tych przenikających się wzajemnie sfer wymagało pośrednictwa osób o wybitnym umyśle i umiejętnościach. Osoby takie tłumaczyły reszcie społeczności czego oczekują od nich bogowie, co wieszczą zjawiska przyrodnicze, jak przy pomocy magii okiełznać złe moce i rozwiązać problemy. Osoby te nosiły różne miana – żercy, guślarza, wołchwa. Dziś, wyedukowani w uniwersach fantasy, powiedzielibyśmy może - mag, czarodziej, ewentualnie szaman.

Żerca. Autor: Andriej Aleksijewicz Szyszkin

Najpierw wołchw, później guślarz


Funkcje wołchwa i guślarza można uznać za tożsame ze sobą. Termin wołchw był w użyciu przed nastaniem panowania religii chrześcijańskiej, słowo guślarz weszło do użycia już po chrystianizacji. Wołchw często przychodził na świat z niezwykłymi umiejętnościami, takimi jak dar wieszczenia. Jednak aby zasłużyć miano wołchwa musiał podjąć się nauki, którą czerpał wprost od starszego pokolenia słowiańskich czarowników. Przede wszystkim musiał nauczyć się sztuki wprowadzania się w stan swoistej ekstazy, do czego niezbędne było odurzanie się eliksirami i wykonywanie rytualnego tańca. W ten sposób zyskiwał specyficzny stan świadomości, który pozwalał mu wieszczyć, odczytywać boską wolę, przewidywać przyszłość i rozmawiać z duchami przodków. Wołchwowie byli mocno związani z naturą, ich magia była organiczna. Odpowiadała temu również ich powierzchowność – ich odzienie stanowiły przede wszystkim zwierzęce futra, zaś do rytualnego tańca zakładali futro i łeb wilka. Nawiasem mówiąc ten strój może sugerować, że ich moc związana była z bogiem zaświatów – Welesem, który przybierał niekiedy właśnie wilczą postać. Przy tym wołchwowie nie byli uważani za kapłanów, pomimo że niewątpliwie uczestniczyli w składaniu bogom ofiar i jak już wspomniano odczytywali ich wolę. Posiadali również moc wpływania na zjawiska atmosferyczne, potrafili na przykład przywołać deszcz, czy zapobiec klęsce żywiołowej. Mieli oni ogromną, niepisaną władzę wśród ludu, dzięki której zdarzało im się wpływać nawet na wydarzenia polityczne.

Autor: DuszanB

Żerca - kapłan


Żerca również posługiwał się magią, pełnił jednak przy tym wyraźną funkcję kapłańską. Nie zawsze był sługą konkretnego boga, jednak zawsze odczytywał boską wolę i przekazywał ją ludowi. W imieniu ludu zanosił do bóstw prośby i modły, a także składał ofiary. Jeśli bóg posiadał świątynię, zadaniem żercy było dbanie o jej stan, a także o ewentualną podobiznę boga. Dobrym przykładem obowiązków żercy jest opis Saxo Gramtyka, odnoszący się do świątyni Świętowita na wyspie Rugii. Tamtejszy żerca musiał utrzymywać w świątyni nienaganny porządek, przy czym w obecności bóstwa musiał wstrzymywać oddech. Przewodził ceremoniom i rytuałom ku czci boga i wróżył z wypełnionego miodem kielicha, dzierżonego przez jego posąg. Nikt inny nie miał prawa przekroczyć progu boskiej świątyni. Jednak obowiązki żercy nie dotyczyły jedynie kontaktów z bogami. W lokalnej społeczności pełnił funkcję sędziego, doradcy, odprawiał pogrzeby i czasem śluby. Powierzchowność żercy była specyficzna i najbardziej odpowiada chyba współczesnym wyobrażeniom druida, nosił bowiem długie włosy i takąż brodę.

Żmij – kim lub czym jest?

Żmij – kim lub czym jest?


Żmij – postać rodem z kart literatury fantasy? Wcielone zło z gier fabularnych? Słowiański bóg lub demon? Co o nim wiemy i pod jakimi imionami się ukrywa? Czemu wciąż fascynuje i inspiruje?

Autor: Vasylina

Bóg, gad, a może demon?


Pazurzaste łapy, skóra pokryta łuską, gadzie oczy, a do kompletu – skrzydła. Tak przedstawia się wizerunek Żmija, postaci równocześnie znanej i... nieznanej w polskim folklorze. Skąd takie zamieszanie wokół jego postaci? Przede wszystkim termin „żmij”, od dawna jest już w Polsce nieużywany, a kojarzy się raczej z niewinną żmiją, a nie skrzydlatym stworem. Nazwa ta była jednak w użyciu przed wielu laty i dopiero z czasem zaczęła być utożsamiana z innymi słowem – „smok”. A smoka znamy przecież doskonale. Każde dziecko słyszało o potworze pożerającym z upodobaniem dziewice i mordującym ludzi, a zamieszkującym podziemia Wawelu. A przecież smok wawelski nie jest jedynym smokiem żyjącym w polskich legendach. Jak Żmij przywędrował do legend? Gdzie tkwi ich źródło? Według niektórych teorii Żmij jest jednym z wcieleń boga Welesa, strzegącym bram do zaświatów, według innych przeciwnie – jest jego wrogiem, a jeszcze inne zakładają, że był po prostu groźnym demonem. Informacji o Żmiju warto szukać w ruskich bylinach i polskich legendach, gdzie wbrew pozorom znaleźć można ich całkiem sporo. Być może poznanie ich pozwoli też na wyrobienie sobie opinii o charakterze tej tajemniczej istoty, która z jednej strony postrzegana była jako opiekun wód i zasiewów, a z drugiej -jako śmiertelne zagrożenie. Żmijowi składano ofiary, poświęcano mu rzeki, a równocześnie odczuwano w stosunku do niego ogromny respekt. Według wierzeń ludowych Żmij nie był jednak całkowicie obcy zwykłym ludziom, czego dowodem były poczęte przez niego z ludzkimi kobietami dzieci, obdarzone ponadnaturalnymi zdolnościami i wielką siłą. Ich postacie również znalazły swe miejsce w starych legendach, znanych w różnych regionach słowiańszczyzny.

Fascynacja Żmijem


Dychotomiczna, pełna sprzeczności natura Żmija nieustannie pobudza wyobraźnię artystów, będąc na tyle fascynującą, że wciąż znajduje swe miejsce w literaturze, sztuce i kulturze popularnej. Pasjonatom gier fabularnych kojarzy się tez zapewne z grą Wilkołak: Apokalipsa, choć konotacje tamtejszego Żmija ze słowiańskim są dość trudne do udowodnienia. W każdym razie z pewnością warto zdobyć nieco więcej informacji na temat tej zagadkowej i tajemniczej postaci, która niewątpliwie miała wpływ na ludowe wierzenia, o czym świadczą nie tylko legendy, heraldyka, ale i nazwy wielu polskich miejscowości. Zgłębiając temat dowiedzieć się można w jaki sposób ludzie oddawali Żmijowi cześć, jakie były jego odmiany i jak postrzegano go w poszczególnych rejonach słowiańszczyzny. Bywały bowiem terytoria gdzie w folklorze funkcjonował nie jeden Żmij, ale kilka jego rodzajów, przy czym każdy z nich odpowiedzialny był za inne sprawy! Nie do pogardzenia są także informacje na temat strzeżonego przezeń skarbu i drogi do zdobycia tego wielkiego bogactwa.

Słowiański ślub przed wiekami – swaćba

Słowiański ślub przed wiekami – swaćba


Za czasów naszych dalekich przodków ślub nazywany był nieco inaczej – swaćbą. Nazwą tą posługiwano się z powodu osoby o dużym znaczeniu w lokalnej społeczności - mianowicie z powodu swata. Zadaniem swata było doprowadzenie do zaręczyn mężczyzny i kobiety, zawarciu swoistej umowy pomiędzy oboma rodami, ustaleniu co zostanie wniesione we wianie, a co w posagu. Swat zawierał również ślub, przewodnicząc ceremonii. Kapłan, czyli żerca czynił to o wiele rzadziej. W gruncie rzeczy państwo młodzi schodzili nieco na drugi plan w całym ceremoniale związanym z łączeniem ze sobą dwóch, obcych sobie rodzin. Młodych ludzi nikt nie pytał o zdanie odnośnie ślubu. Zapewne nieraz był on zgodny z wolą i sercem najbardziej zainteresowanych, ale z pewnością nie zawsze. Pomimo tego ucieczki z wybrankiem, bądź wybranką serca zdarzały się niezwykle rzadko. Były źle widziane przez społeczność, a młodzi ludzi stawali się personae non gratae, nawet jeśli koniec końców dochodziło do zaślubin. Choć społeczność słowiańska była tak restrykcyjna w przypadku wyboru współmałżonka, to bardzo lekko podchodziła do wierności małżeńskiej. Konkretnie do wierności męża, ponieważ żona musiała pozostać nieskazitelna. W przypadku mężczyzn nie dziwiło jednak porzucanie żon i branie ślubu z kolejnymi. Na tę okoliczność ukuto nawet specjalny termin – poćpiega – była porzuconą przez męża żoną.
swaćba
Swaćba w Szczecinie. Fotograf Łukasz Szełemej.


Powracając jednak do tematu samej swaćby – zawierana byłą w świętym gaju, nad świętym źródłem lub przed posągiem bóstwa. Ręce małżonków łączono ze sobą, wypowiadali oni słowa przysięgi, a następnie rozpoczynała się biesiada. Musiała być ona huczna i wszyscy mieszkańcy wioski byli nań zaproszeni. Jej niezbędnym elementem był ogromny weselny kołacz, którego zjedzenie miało przynieść gościom szczęście. Kołacz weselny, a nawet jego roznoszenie po domach, pozostały nadal elementem tradycji w niektórych regionach Polski. W czasie uczty młoda żona miała obcinane włosy i zakładany czepiec, który symbolicznie włączał ją we wspólnotę żon. Oczepiny były jednak jednym z wielu rytuałów, którym musiała się ona poddać. Pokładziny odbywały się jeśli nie w bezpośredniej obecności, to w pobliżu gości. Z kolei podróż do nowego domu związana była z odstraszaniem złych duchów i myleniem ich pościgu. W samym gospodarstwie nowa kobieta nie była mile widziana przez domowe demony. Stąd oddawanie pokłonów w każdym kącie gospodarstwa i modły odprawiane przez żercę nad małżeńskim łożem. Tak naprawdę żona stawała się pełnoprawnym członkiem rodziny i domownikiem, dopiero po powiciu dziecka, najlepiej syna. Wtedy przestawała być obca i wchodziła pod ochronę domowych duchów.

sobota, 12 maja 2018

Słowiańska celebracja - znak Welesa

Wierzenia słowiańskie lub jak je niektórzy niesłusznie nazywają, pogańskie miały własną specyfikę obchodów. Była to religia silnie związana i podtrzymująca związki plemienne i rodzinne i dlatego duża część liturgii odbywała się w domowym zaciszu. Z udziałem najbliższej rodziny. Główna osoba mógł być senior rodu lub jego zastępcą albo zastępczyni. Duża część celebry odbywała się, angażując całe wioski, a nawet rozrzuconego po polanach w wielkiej puszczy, plemienia. Jeśli obchody koncentrowały się na przykład wokół Welesa, czyniono znak Welesa głównym znakiem obchodów. Zasadniczą formą oddawania czci bóstwu było składanie ofiar. Na ołtarz trafiały zwierzęta, które zabijano, nie szczędząc inwentarza. Oprócz pięknych kóz, krów i turów, miłe bogom było jadło i napitki przednie. Napoje wprost z pańskiego stołu. Kiedy odprawiono część oficjalną, przechodzono do uczty i zabawy ogólnej, w które mógł wziąć udział każdy. Pierwsza część często zarezerwowana była w części tylko dla wybranych. Notabli i Żerców. Oni to bowiem posiedli wiedzę i wtajemniczenia i mogli czynić honory gospodarskie podczas liturgii i wiedzieli, jak zwracać się do bogów, by ich nie obrazić, a przy tym zyskać przychylność.


Tak jest i dziś!

Dawniej każde święto było nie lada atrakcją dla gawiedzi. Dawało możliwość wytchnienia. Świadczyło też o zasobach społeczności, która dzięki zapobiegliwości jej członków mogła sobie pozwolić na odpoczynek i konsumowanie dóbr zgromadzonych wcześniej. Każde ze słowiańskich plemion miało swoje święte miejsce. Jakieś uroczysko, dąb wiekowy lub górę, na której kultywowało swą wiarę.

Bardzo długo utrzymywała się wiara w stare obrzędy i wysyłanie dusz do świata Welesa. Z doniesień zawartych w piętnastowiecznych kronikach można wywnioskować, że pospólstwo hołdowało starej wierze nagminnie, odprawiając obrzędy ku czci starych bogów. Kościół zmagał się z tym procederem i tak do końca nie wyplenił starych nawyków przekazywanych z ojca na syna. Nazywał je ohydnymi i bezwstydnymi i na różne sposoby próbował obrzydzić ludziom złe przyzwyczajenia.

Od nich zależał los człowieka



Rodzanice, choć dość oględnie poświadczone przez odkrycia naukowe zakorzenione musiały być dość głęboko w kulturze i świadomości ludności zamieszkującej ziemie w dorzeczu Wisły, Odry i Bugu. Inaczej nazywane były Narecznicami lub Sudiczkami. Ich kult wiązał się z narodzinami i pierwszymi odwiedzinami bogów u nowo narodzonego dziecka. Rodzanice zawsze we trzy przychodziły jako asysta boga Roda. Wcześniej w czasie ciąży opiekowały się przyszłą położnicą i pojawiały się w towarzystwie wyższego bóstwa, by wieścić los człowiekowi, który właśnie przyszedł na świat. Ich obecność była konieczna i w późniejszym życiu dorastającego obywatela społeczności. Zjawiały się więc na postrzyżynach i weselu, by sprawdzić, jak wypełnia się ich przepowiednia. Propaganda nowej wiary zastąpiła je postaciami aniołów opiekuńczych. Sprytne i skuteczne posunięcie, całkowicie usunęło w cień trzy wieszczki.




Dla przychodzących po połogu Rodzanic warzono przednią strawę. Częstowano kaszą, miodem i jajkami. Uczta czekała na nie, rozstawiana tuż po szczęśliwym rozwiązaniu.

Jądro kobiecości − lunula

Zanim organizacją społeczeństw zawładnął paternalizm, sprawdzonym od zarania sposobem na tworzenie więzi społecznych było przywództwo kobiet. Do dziś tak zostało u wielu przedstawicieli zwierząt tworzących zgrane struktury (patrz afrykańskie hieny i po części lwy).


Miało to swój oddźwięk w wierzeniach, które sławiły pramatkę. W wielu archaicznych systemach wierzeń występuje bogini symbolizująca planetę ziemię, a obok niej występuje jej towarzysz. Bóg-meżczyzna.

W mitologii Słowian miało to odzwierciedlenie również w symbolice. Kobietę przedstawiano pod postacią nocnej bogini, a symbolizowała ja lunula. Lunula kształtem przypominała księżyc w nowiu. Była symbolem płodności i istotą kobiecości, której mężczyźni nie potrafią przeniknąć. I tylko kąpią się w jej boskim blasku w czas nocy, zbliżając się do swych niewiast. A one są wieczną zagadką jak czas, o którym mowa. Okryty mrokiem jak zagadkowym woalem peleryny niewidki. Peleryny, pod którą ukrywa się śmierć, której zarazem ta niezniszczalna siła wymyka się, odradzając w kolejnych pokoleniach. Siły drzemiącej w obfitych kształtach matek karmiących swe dzieci.

Lunula to sedno kobiecości zaklęta w półksiężycu.

Ma ona jednak i inne znaczenia. W nowoczesnej liturgii dla praktykujących obrzędy jest częścią składową monstrancji. Monstro − znaczy pokazywać. Pokazywany jest w ten sposób biały opłatek symbolizujący ciało zbawiciela. Melchizedek, bo taka nazwa też funkcjonuje w nomenklaturze tego symbolu słowiańskiego, jest półksiężycem podtrzymującym część z najświętszym sakramentem.




Kolejnym miejscem noszącym tę piękną nazwę jest ludzki paznokieć. Kiedy patrzy się na pięknie zadbane i niepomalowane lakierem kobiece paznokcie, można ją zaobserwować jako obły półksiężycowaty cień na płytce paznokcia umieszczony u jego nasady. Tam skąd wyrasta. Im większy, tym piękniej prezentuje się paznokieć. Czego jest objawem? Nie wiadomo. Wiadomo tylko, że występuje również na męskich dłoniach i to często całkiem okazale.


Jeszcze jednym dość egzotycznym miejscem, gdzie można ją znaleźć, jest odnóże niesporczaka.

Źródła: https://slowianskiesymbole.wordpress.com
https://slavicfaith.wordpress.com

Boski ptak - raróg



Jak na górze tak i na dole. Kolejny przykład mitu, który ewoluował pod wpływem nowych wierzeń i ich teologii, a nawet można śmiało powiedzieć, że system nowych wierzeń ugruntowany został przy użyciu sporej dawki demagogii i hipokryzji.

Raróg, bo o nim będzie mowa był dawniej strażnikiem. Pilnował przeprawy do krainy bogów. Wyobrażenie bóstwa pokazywało go w postaci ognistego sokoła. Bywały też odmienne przedstawienia. Co prawda na gruncie ornitologicznym, ale z użyciem innych gatunków ptactwa. Raz widziano w nim przepysznego pawia, innym razem ognistego kura. Bywa, że naukowcy skłaniają się do utożsamiania go z samym Swarogiem. W każdym razie był kojarzony z tym bogiem i często mu towarzyszył. Jeszcze inne wersje mitu nie mówiły o ptaku tylko o potężnym i ziejącym ogniem smoku. Smoku wzniecającym ognisty wicher, który sam w sobie stawał się odrębnym bytem. Łatwo wywieść wnioski i skojarzenia z pojawiającym się codziennie nad horyzontem słońcem. Niosącym światło i życie, ale także mogącym unicestwić wszystko, co żywe.



wtorek, 10 października 2017

Każdemu z bogów oddamy hołd

Oczywiście nie dosłownie. Jednak czyż zainteresowanie nie jest formą ofiary. O to w tym wszystkim chodzi. Bogowie zamieniają się w nieruchome głazy, gdy tracą zainteresowanie swych wyznawców. I żeby wskrzesić stare idole trzeba nie lada wysiłku. Dziś znów powraca wspomnienie starej wiary. Powracają Bogowie słowiańscy, szturmując nasze umysły. Robią to skutecznie dzięki pasjonatom zajmującym się propagowaniem zapomnianej kultury, organizującej przed wiekami życie ludziom na terenach zwanych Słowiańszczyzną. Co prawda nie jest to łatwe zadanie z uwagi na szczupłość materiałów dowodowych, które zostały zniszczone lub sfałszowane w ciągu wieków. Analiza źródeł, które są dostępne, daje możliwość dotarcia do bóstw naczelnych i stworzenia całego ciągu ewolucyjnego. Te same materiały występujące w różnych kulturach pozwalają znaleźć analogię pomiędzy różnymi systemami wierzeń na przestrzeni czasu i położenia geograficznego. Jednak mimo tych starań ilość zdobywanych faktów jest wciąż za mała do ułożenia w całość układanki, w której wciąż brakuje elementów.

niedziela, 9 lipca 2017

Zapomniana bogini

Jej wspomnienie pozostało w ruskim folklorze jak echo odbijające się od ściany lasu. W wyobrażeniu tamtejszych ludzi była kobietą o dość dużej głowie i rękoma jakby pasującymi jedynie do rozmiarów głowy. Jak można sądzić po przekazach, które dotrwały do czasów współczesnych jej umiejętności pochodziły z czasów, kiedy ludzie osiedli i zaczęli uprawiać ziemię i hodować zwierzęta. Patronowała bowiem uprawie oraz przetwarzaniu lnu i strzyżeniu owiec. Obie specjalizacje były pokrewne i służyły tkaczom. Jak każdemu bóstwu składano ofiary. Jej najmilsze były kłaki wełniane i pęki lnu.
Bogini, o której mowa to Mokosz. Jaki był jej początek? Trudno stwierdzić na podstawie informacji, jakie dotarły do dziś. Naukowcy odkrywają prawdę na podstawie śladów tak nikłych, że nawet najsprytniejszy detektyw miałby z nimi kłopot.


Powieść minionych lat jest największą skarbnicą wiedzy o zapomnianej bogini. Choć i ona nie jest wolna od wad. Jej przekaz często niejasny i zagmatwany. Mętny do tego stopnia, że doprowadzał naukowców do dziwnych wniosków, jak ten o patronowanie onanii. Jak do tego doszli, któż zgadnie. Dobrze, że nie brakuje rozsądnych umysłów umiejących zatrzymać zapaleńców w tworzeniu szalonych idei.

sobota, 18 marca 2017

Ulotne piękności

Na polach, na łąkach, wszędzie... Wszędzie gdzie się spojrzało, można było spotkać Rusałki. I nie należy się sugerować podobieństwem słowa. Nie były to urodziwe Rosjanki jak myślą niektórzy. W świecie Słowian otoczenie było zapełnione fantastycznymi postaciami z mitologii. Powietrze, ziemię i podziemie wypełniali bogowie i demony. Dzień i noc pełne były dziwolągów i kreatur strasznych, dziwnych i przerażających. Rusałka, jako miły wyjątek, była piękna, wiotka i powabna. Niestety jak piękna, tak niebezpieczna. Rozkochiwała w sobie płeć przeciwną. Porywała do tańca; w nieokiełznanym szale, pląsając ze swą ofiarą, potrafiła doprowadzić do ostatecznego końca; do wyczerpania sił witalnych i zgonu na parkiecie. Inne Rusałki łaskotały chłopców z takim zapamiętaniem, że nieboracy również schodzili pokręceni śmiertelną kolką. Jeśli kto pragnął poznać jakaś Rusałkę, szybko wybijano mu z głowy takie przyjemności. I doradzano szukanie szczęścia wśród panien żywych z krwi i kości, które mogły obdarzyć oblubieńca prawdziwą miłością i potomstwem.

czwartek, 16 marca 2017

Jarowit, młodzieniaszek na białym koniu

Młodość musi dać upust energii. Musi się wyszaleć, by na starość miała co wspominać. Tak było zawsze. Za czasów słowiańskich był od tego nawet bóg. Bóg młodości i wojaczki. Młodość gotowała się w nim jak w garze pełnym ukropu. Nazywano go różnie. Raz Jaryło, innym razem Jarowit, Jaryło albo Jaruna. Młody bóg znany był w wielu okolicach i prawie wszystkie kraje i ich książęta składały mu hołd i nosiły dary. Od wschodu, do zachodu. I z północy na południe. Jak wielu bogów w panteonie słowiańskim Jarowita obarczono wieloma obowiązkami. Posiadał wiele funkcji i atrybutów boskości, jako narzędzia jego władzy.

Władcy wojowali, ludy wędrowały, a z nimi wędrowały bóstwa i demony lokalne. Miejscowe zwyczaje mieszały się z wierzeniami przybyszów. W wyniku melanżu mity ewoluowały. Starzy bogowie dostawali nowe funkcje i tworzyli się nowi bohaterowie. Czasem z legend. Innym razem z opowieści o bohaterach powtarzanych z ust do ust. Wierzenia krzepły przez wieki i nabierały co i raz nowych wyrazów.
Ciekawa jest etymologia nazwania boga. Ciekawa i zarazem jednoznaczna. W rdzeniu staro-indoeuropejskiego – yeh₁ro stało się określeniem najładniejszej, najmilszej sercu każdego człowieka, pory roku. Kiedy wszystko budzi się do aktywności i wyłazi spod ziemi nieokiełznanym strumieniem. Niepowstrzymanym potokiem zieleni i innych kolorów zaplątanych pomiędzy pączkami i kwieciem świeżym. Innym określeniem deszyfrującym imię boga jest drugi człon wit. Wit znaczyło wielmoża. Bogaty w dostatki i talenty. Pan całą gębą. Młody więc trochę zarozumiały. Z tupetem jak taran oblężniczy. Młodość i bogactwo.
Najwięcej do czasów nam współczesnych dotrwało o Jarowicie w księgach i kronikach średniowiecznych pisanych przez misjonarzy z importu. Byli to oświeceni Niemcy. Wykształceni, światli, lecz zindoktrynowani przez wiarę. Szerzący chrześcijański marketing na lewo i prawo. Niemniej byli bardzo skrupulatni i prowadzili zapiski z natury. Odrębnym źródłem informacji stały się zapiski etnografów z przełomu osiemnastego i dziewiętnastego wieku. Oni to, na terenach obecnej Białorusi i Ukrainy prowadzili badania pośród lokalnej ludności. Zbierali informacje o lokalnych zwyczajach i słuchali echa dobiegającego z opowieści. Pamięć o starych bogach była wciąż żywa. Jarowit przewijał się w opowieściach dość często.
Biały koń był jego atrybutem. Za zbroję służyła mu złota, olbrzymia tarcza. Co najciekawsze przedstawiany był Jarowit na swym rumaku w białych szatach, lecz na boso. Ciekawym szczegółem w jego wizerunku jest, trzymana w ręku wiązka zboża.

środa, 8 marca 2017

Mity do zmiany - Baba Jaga



Zmieniono jej wszystko. Urodę zamieniono w groteskową starczą maskę o suchych pomarszczonych policzkach i bezzębnych ustach. Jeden ząb zostawiono na pośmiewisko i żeby bolał niemiłosiernie. I żeby żadne czary na niego nie działały. Kiedyś prawdopodobnie szanowano ją za opiekę nad zwierzyną znajdującą się w kniei. Była jak Diana, bogini leśna, która pod swoją pieczą miała całą młodzież. Młode pokolenie było przez starosłowiańską Babę Jagę wprowadzane w dorosłość. Pożerała ich dzieciństwo i oddawała we władanie dorosłości. Jednak do dziś nie wiadomo, jaki był to obrzęd? Kiedy odprawiany? I co robiła Baba Jaga? Oczywiście nie ma na dodatek informacji, jak wyglądała bogini. Biorąc pod uwagę rangę uroczystości, nie mogła wyglądać jak obecne straszydło. Być może degradację postaci rozpoczęto w zamierzchłej przeszłości. Dużo wcześniej, przed ekspansją chrześcijaństwa. Żercy bóstw androgenicznych, pragnąc odwrócić matriarchalny porządek społeczny i dominacje kobiet w mitologii, rozpętali kampanię szkalująca pracowitą boginię. Nie wiadomo, w jakim stopniu udało im się osiągnąć zamierzony efekt. Jedno jest pewne, mit obecnie wygląda podobnie, nawet na ziemiach gdzie chrześcijaństwo nie miało swych wpływów. Zmiany, zatem musiały nastąpić dużo wcześniej. Jeszcze przed rozlaniem się nowej wiary na terenie Europy. W kulturze Zakaukazia i dalej aż po Kirgizję w folklorze ludowym znajdują się postaci staruchy zajmującej się czarami i zwabiającej małe dziewczynki do swego namiotu, gdzie wypijał z nich całą krew. Idąc tym śladem, Baba Jaga ma swego protoplastę w panteonie demonów dawnej Persji. W dolinie Tygrysa i Eufratu pokutuje do dziś demon przez Kirgizów zwany Mite. Etymologia zbliża bardziej Babę jagę do naszej kultury i odnajduje wśród zapomnianych słów, to z rdzeniem odnoszącym się do męki i cierpienia i występującym w wyrazie jedzą-. Baba Jaga prawie nigdy nie budzi pozytywnych skojarzeń. Poza niewieloma miejscami w Rosji zawsze jest zła i szkaradna. Wygląda jak starucha o złym spojrzeniu. Ubiór w nieładzie. Da się zauważyć niepełnosprawność, gdyż kuleje lub nie ma jednej nogi. Źródła: Słowiański Bestiariusz - Baba Jaga: https://blog.slowianskibestiariusz.pl/bestiariusz/demony-lesne/baba-jaga/ Demony Słowiańskie: http://demonyslowianskie.pl

czwartek, 9 lutego 2017

Dzięki niemu w domu był dostatek

Dbanie o miejsce zamieszkania stało się dla ludzi bardzo istotne, kiedy w wyniku przemian społeczno-kulturowych zaczęli prowadzić osiadły tryb życia. Do pomocy w dbaniu o dom i obejście wezwano moce nadprzyrodzone. Rewolucja neolityczna zmieniła nie tylko styl życia. Zmieniła również wierzenia. Wprowadziła do panteonu wiele nowych postaci lub zmieniła nawyki dotychczasowych bóstw i demonów.

Duchem pomocnym w obejściu stał się Domowik. Najlepiej dbał o siedlisko rodowe. Doglądał fundamenty, ściany i strzechę budynków. Znał się najlepiej na każdej sprawie związanej z domem i obejściem. Każdy chciał posiadać tak dobrego pomocnika i za wszelka cenę starał się zwabić w opłotki Domowika, by ten zechciał zaszczycić dom swoja obecnością i zechciał się w nim osiedlić na stałe.
Domowik miał poczciwy wygląd sędziwego starca. Szanowany i w podeszłym wieku. Starość dawniej była doceniana przez młodych, wiec Domowik miał postać nestora. Siwa broda, gęsta srebrna czupryna i jowialna postura przekonywała każdego. Z natury był dobrotliwym demonem. Jednak wszystko ma swoje granice. Kiedy kto go rozsierdził potrafił być stanowczy i dokuczliwy. Kopiąc stołki, wywracając narzędzia kuchenne lub trzaskając drzwiami dawał wyraz swego niezadowolenia. Ludzie wiedzieli co oznaczy z nagła spadający garnek lub miotła, z której posypały się rózgi. Nikt nie chciał narazić się Domowikowi.
Każdy rejon słowiańszczyzny posiadał demony opiekuńcze, duchy domowego ogniska. Na Rusi Domowika nazywano Domowej. Domowikiem był na obecnych terenach Polski. Choć tutaj też mówiono o nim Ubożę.

Etymologia nazwy jest dość jasna i ma korzenie praindoeuropejskie. W sanskrycie dom lub dama oznacza właśnie ludzka siedzibę, miejsce rodzinne, ostoję. Jak widać imię demona ściśle związane było z miejscem, do którego był przypisany. Nawiasem mówiąc, znaczenie nazwy Ubożę błędnie wywodzi się od ubóstwa. Bieda nie była znaczeniem imienia demona. Źródłosłów związany jest z rdzeniem bog wcześniej występujący w słowach o znaczeniu dostatek i powodzenie. Demon, opiekun domowego porządku nie mógł swoim imieniem zwiastować złych czasów. Inaczej tak chętnie nie zapraszano by go w obejście i nie oczekiwano jak dobrego gościa. Domowik przynosił ze sobą pożytek i bogactwo. Żadne gospodarstwo nie mogło się bez niego obejść. Dbał nie tylko o sprzęty. Z nim zwierzęta w obejściu rozmnażały się jak rzęsa na wodzie podczas lata. Gospodarze dbali o wygodę Domowika. Zostawiano dla niego przytulne i godne miejsce, gdzie mógł spocząć strudzony i przespać się, kiedy miał na to ochotę. Lubił siedzieć za piecem na wyżce. Byli tacy, co uważali, że mieszka pod progiem. A próg domostwa zwykle był potężny i rozbudowany. Miejsca tam było pod dostatkiem. Domowik mógł się tam rozgościć. Niektóre demony wolały spokojne miejsce na strychu. Z dala od gwaru rodzinnego życia. Domowego opiekuna utożsamiano z duchami zmarłych, których chętnie przyzywano i chciano mieć w nich sprzymierzeńców.

Od czasów pradawnych, kiedy ludzie osiedli i zaczęli uprawiać ziemię, aż do nastania ery nowej religii, kult podlegał ewolucji. Nowa wiara zdmuchnęła jego znaczenie bezpowrotnie, zastępując jego miejsce skrzatami.

sobota, 21 stycznia 2017

Zmarznięta bogini

Bogowie związani z porami roku i kosmosem byli niezwykle ważni. Wiedli prym nie tylko w słowiańskim panteonie wielkich. Zmiany pór roku były dla ludzi, którzy osiedli na połaciach ziemi uprawnej wydzieranej pradawnej, odwiecznej puszcz, kluczowymi wydarzeniami w rolniczym kalendarzu. W związku ze zmianą stylu życia, który pod nazwą rewolucji neolitycznej zagościł w zwyczajach społecznych, bogowie i ich świta podlegała ciągłemu procesowi ewolucyjnemu. W miarę jak ludzie odkrywali uroki nowego życia i pułapki na drodze do sukcesu kultury agrarnej, nadawali swoim bogom właściwe kompetencje i uprawnienia. Jedna z głównych postaci w mitologii Słowian była Marzanna. Najlepiej udokumentowana w wierzeniach polskich, słowackich i czeskich. Jej pochodzenie wiąże się z kultem pradawnej bogini, matki wszystkiego. Rodzicielki ziemi, bogów i ludzi. W naszych rodzimych wierzeniach i folklorze obecna jest do dziś. Obrzędy na jej cześć odbywają się do na przełomie zimy i przedwiośnia. Część mitu zostało zaadaptowane na cele kultu maryjnego.

To, co z Marzanny pozostało w folklorze, przedstawia ją jako boginie zimy, a nie jest to do końca prawdziwe. Kiedyś była panią życia i śmierci. W słowiańskim słowniku występowała pod wieloma imionami: Morena, Marzana, Mařena, Marena Mamuriena, Mara, Mařoska, Marinka, Morana i Mora.
Etymologia nie wyjaśnia jednoznacznie znaczenia imienia. Rdzeń mor- kojarzy się jednoznacznie ze śmiercią. Druga możliwość to odniesienie do morza, którego ślad w tej formie tkwi w wielu językach wyrosłych z indoeuropejskiego jądra. Jak je pogodzić? W wierzeniach słowiańskich kraina umarłych leży za wielką wodą i nazywa się Nawia. Trzecim tropem jest podobieństwo Marzanny do Marsa. Boga Rzymian. Na początku boga rolników. Zadziwia droga przebyta przez latyńskiego bożka od poplecznika rolników do wizerunku zajadłego wojownika. Marzanna porównywana jest też do bogini Ceres. Z racji płci bardziej pasuje do wizerunku tej bogini, choć profesja i atrybuty pozwalają łączyć ja z męska odmiana wierzeń.


Kukła Marzanny wykonana jest ze słomy, czyli materiału związanego z rolnictwem i urodzajem. Słoma jako pozostałość po obfitych zbiorach była materiałem symbolicznych i chętnie wykorzystywanym, choćby w budownictwie na potrzeby ludzi i gospodarstw rolnych. Kojarzyła się przez to z dostatkiem i dobrobytem. Choć nietrwała i ulotna stanowiła namacalny symbol i dowód na trwałość powodzenia.
Od zawsze istniało przeświadczenie w ludzkich umysłach, podsycane praktyką święta, że należy pożegnać Marzannę, aby można było powitać wiosnę. Obrzędowość chrześcijańska z pewnością zmieniła radykalnie wymowę ceremonii. Marzannę traktuje się jak intruza i niechcianego gościa. Przedstawienie figuratywne jest zwykle szkaradne i żeby mieć pewność, że zima odejdzie definitywnie, najpierw kukłę pali się, a następnie topi w wodzie strumienia lub rzeki, by spłynęła jak kra z wodami do morza. A przecież dla plemion słowiańskich Marzanna nie była zwiastunem nieurodzaju i klęski. Zapowiadała okres odpoczynku. Czasu na regenerację. Na zebranie sił do nowego cyklu, który miał nadejść wraz z wiosną. Obrzęd miał raczej wymiar symbolicznego zniecierpliwienia, okazywanego z powodu kurczących się zapasów. Na przednówku zaczynało brakować zboża w komorach i nadejście wiosny było wybawieniem dla monotonii zimowej diety. Na polach jeszcze nie było nic co można by zjeść, za to las budził się i pojawiało się więcej zwierzyny, ruszała wegetacja wczesnych roślin. Dostępny był, tak ceniony przez ówczesnych, sok brzozowy, mający właściwości lecznicze i będący idealnym suplementem diety. Wszystko dzięki Marzannie. Dzięki temu, że dała odpocząć przyrodzie.
Marzanna z powodu swego wróżebnego, corocznego odejścia, zwiastującego nadejście ciepła, była uważana za boginię sprzyjającą ludziom i zapewniającą dobrobyt.

W niektórych rejonach już w czasach chrześcijańskich zaczęto odprawiać uroczystość Gaika. Święto ma pogańskie korzenie i było związane z wypędzaniem zimy. Obchodzono całą wioskę ze stroikiem, by zabrał zasiedziałe zło ze wszystkich kątów. Zwykle to dziewczęta korowodem dokonywały obejścia opłotków. Chłopcy czekali nad rzeką, by spalić straszydło i później wspólnie bawić się i cieszyć w niecierpliwym oczekiwaniu na nadejście wiosny.

sobota, 24 grudnia 2016

Eteryczne zjawy


Mitologia słowiańska miała w zanadrzu perełki, które do dziś wyglądają efektownie i wcale nie infantylnie. Takim rarytasem były dwa demony popularne na całym słowiańskim świecie. Wyjątkową atrakcyjność związana jest z przeznaczeniem postaci. Ich atrybutami była wyjątkową i zjawiskowa uroda oraz motyle skrzydła. Mocą zaś zmysłowość, pożądanie i miłość. Miłość chora. Wręcz histeryczna. Na miłość Latawca nie było lekarstwa. Przed miłością Latawicy nie sposób się obronić. Mit wygląda, jakby miał pełnić dwie role. Uniwersalna natura sprawia, że dla młodych był jak przewodnik po seksualności i anatomii porównawczej. Dla dorosłych, opowieści o demonach miłości mogły być jak night story, czyli opowieści zza różowej kurtyny. Niestety dojrzały mit został zmasakrowany przez wysłanników krzyża. Z biegiem wieków Latawice trafiły do burdeli. Mit skończył jak zresztą większość panteonu albo w błocie, albo w piekle. Zmniejszenie znaczenia kościoła w dwudziestym wieku pozwoliło na większa swobodę seksualną. Jednak bez wypracowanego etosu, bez podbudowy tradycją, próby były nieporadne i skazane na niepowodzenie.

piątek, 11 listopada 2016

Znaczenie imion słowiańskich.

Imiona w dawnej słowiańszczyźnie, przed nadejściem nowej wiary miały charakter wróżebny i związane były z obrzędami cyklicznie obchodzonymi w społecznościach lokalnych. Imiona słowiańskie miały charakter abstrakcyjny. Funkcjonowały jako symbole, bez odniesień do wiary i bogów; wojny i broni. Miały różnorodna konstrukcję. Były imiona dwuczłonowe.
Na przykład:
Bolesław − składa się ze słowa bole, bolej w oryginale i sław. Pierwsze oznacza więcej lub bardziej co w połączeniu daje tłumaczenie najsławniejszy.
Sambor − zawierał cząstkę bor opisującą walkę. W tłumaczeniu oznaczało samotnego wojownika.
Wojciech − składał się z frazy woj − żołnierz i ciech, czyli pociecha. W złożeniu oznaczało radość z bycia wojem; sam żołnierz mógł być pocieszeniem lub radość samego wojownika.
Jarosław − to jary, czyli mocny i slaw oznaczające sławę i znaczenie. Tak więc oznaczało kogoś znanego ze swojej mocy.
Przyjęło się uważać, że imiona dwuczłonowe zarezerwowane były dla stanu wyższego, czyli plemiennej arystokracji.
Wiele z imion męskich miało swoje odpowiedniki w imionniku kobiecym. Zwykle tworzono je, dodając do męskiej wersji literę -a. Istnieje kilka rdzeni charakterystycznych tylko dla imion żeńskich.
Na przykład:
Dobrożyźń − zawierające cząstkę żyźń. I oznaczające dobry zbiór, plon.
Przybycześć − cześć, jako dobra marka i oznaczało przybywającą i otoczoną estymą.
Istniała też grupa imion imiesłowowych, zawierających życzenie lub prośbę. Prośba i imię było wróżbą.
I tak:
Żdan − znaczyło − niech będzie oczekiwany.

Kochan − niech będzie kochany.

sobota, 15 października 2016

Bomba pełna witamin


Każdy chce być młody, zdrowy i żyć dostatnio. Kolejność bywa różna. Zależy od hierarchii ludzkich potrzeb. Każdy z nas ma różne priorytety. Do życia potrzebujemy nie tylko chleba i wody. One zaspokajają podstawowe potrzeby. Nasze organizmy potrzebują o wiele więcej cegiełek do budowy mocnego gmachu, jakim jest zdrowie. Większość elementów zawiera sok brzozowy. Pozyskiwany z naturalnego źródła, które, można powiedzieć, że nie ma dna; może stanowić cenne źródło uzupełniających składników. Każdej wiosny możemy zebrać tyle soku brzozowego ile uda się nam zmagazynować. Żeby utoczyć z drzewa sok brzozowy, należy wykonać nacięcie. Nacięcie powinno być na tyle głębokie, by dostać się do pokładów łyka. Łyko w organizmie drzewa stanowi system transportujący soki życiowe z korzeni w koronę drzewa.


Sok brzozowy jest transportowany z całą gamą mikroelementów i makroelementów. Na jego drodze, w zasięgu ludzkiego wzrostu dokonujemy penetracji powierzchniowych warstw i umieszczamy tam kranik. Jest to odcinek rurki skierowany do naczynia, stojącego u podnóża drzewa lub zawieszonego bezpośrednio pod wylotem kranu. Jeśli wybierzemy drzewo, które naturalnie rośnie pochyło, całą robotę wykona za nas grawitacja. Wystarczy wykonać rowek i zainstalować pod nim dość duże naczynie, by nie trzeba było zbyt często go opróżniać. Sok brzozowy pocieknie stałą strużką i będziemy mogli czerpać z jego zasobów do woli. Brzoza jest stacjonarną mini fabryką suplementów diety. Sok brzozowy wskazany jest w wyniku wystąpienia na przykład anemii. Awitaminoza może wyniszczyć organizm, a nawet doprowadzić do śmierci przy chronicznym występowaniu i powikłaniach związanych ze stanem chorobowym, który może się wywiązać w osłabionym organizmie. Innym wskazaniem do stosowania jest choroba wrzodowa. Wiosna jest porą, kiedy wrzodowcy odczuwają wzmożone objawy uszkodzenia błony śluzowej przewodu pokarmowego. Sok brzozowy złagodzi z pewnością objawy. Osłoni przewód pokarmowy, a nawet zahamuje krwawienia z otwartych ubytków w ścianach żołądka i jelit.

Tylko ty i ja


Zbliża się najkrótsza noc w roku. Wszyscy czekają na ten dzień z utęsknieniem. Cała młodzież gotowa jest na harce i zabawę podczas nocy, która mija jak machnięcie ręką. Noc Kupały roziskrzona gwiazdami i rozjaśniona światłem ognisk. Ktoś dotyka mojego ramienia. Oglądam się za siebie. W Noc Kupały wszystko się może zdarzyć. Zapada noc nad jeziorem. Mam wziąć udział w korowodzie. Jednak znikająca postać w krzakach leszczyny intryguje mnie niezmiernie. Noc Kupały jest pełna tajemnic. Noc Kupały jest zagadką. Może spróbuję jedną rozwiązać. Dziewczyna, trudno się nie domyśleć, odwraca się, odgarnia długie ciemne włosy za ucho i z przechyloną głowa wyczekuje chwilę, chyba z niecierpliwością. Na polanie za mną tłum zawiódł pierwsza pieśń. Mnie tam nie ma. I zdaje się, że Noc Kupały spędzę na ściganiu łani w ostępach. Z powiewem wiatru czuję jej zapach. Coś jak szałwia z miętą. Kreci mi się lekko w głowie. Ruszam niepewnie. Dziewczyna wygląda jak pani lato. Lniana krótka sukienka zakrywa niewiele. Wyobrażam sobie, że jest opalona. Jej ciało kontrastuje z bielą lnu. Noc Kupały prowadzi mnie w ostępy. Wiem, co znajduje się opodal za wzgórkiem. Stara babka w zimowe wieczory opowiadała starą historię o dziewczynie i dziku. Nie to, nie to. Niemożliwe. Wszystko przez Noc Kupały. Jawa miesza się ze starymi opowieściami. W kilku skokach dopadam leszczynowych zarośli. Dziewczyna stoi z wyciągniętą ręką. Staję jak wryty, poznając, kto stoi przede mną. Jak to przecież minęło tyle czasu. Nic się nie zmieniła. Już nic nie rozumiem. Uścisk dłoni, trochę zbyt silny jak na tak kruchą istotkę. Noc Kupały trwa. Na polanie płoną ogniska i ludzie odprawiwszy celebrę dla bogów, rozpoczynają pląsy. Chwyciwszy się za ręce, kręcą się wokół ognistego słupa strzelającego w niebo snopami wirujących iskier. Dla nich Noc kupały to tańce, śpiewy i rozmowy, aż niebo zblednie, a ognisko przygaśnie. Zasną wkoło żaru pokrytego popiołem. Ja jestem już daleko, na uroczysku. Nagle wszystko ciemnieje i już nic nie pamiętam. Czuję tylko brak ciążenia. Ktoś trzyma mnie za rękę. Nagle wszystko znika, stoję na małej polance. Polana jest tak mała, że ledwo mieszczę się na niej z ogromnym wilkiem naprzeciw. To koniec. Wilk pręży się do skoku...
Poznaj inne opowieści i święta na stronie https://swietaslowianskie.wordpress.com/

czwartek, 22 września 2016

Przeciwności się przyciągają


Każdy związek może być jak sok marchwiowy. Jeśli nie będzie w nim chemii, straci zdatność do użycia po jednym dniu. O chemie w związkach łączących przeciwności nie trzeba się martwić. Wspomagana fizyką przetrwa wszystko. Przyciągające się przeciwności na każdej platformie są mocne, bo życiowe. Dajmy na to, sprawy wiary i walka dobra ze złem. Nie sposób wyeliminować jednej ze stron, żeby nie unicestwić drugiej. Choć czasem powstają sztuczne twory narzucone przez nieświadomość bądź nietakt. Tak się stało ze słowiańskim bóstwem o imieniu Białobóg. Czy był taki idol, trudno dziś dociec? Rzecz wzięła się od mnicha niemieckiego chrystianizującego Połabie i Pomorze. Białobóg i Czrnobóg zagościli w jego kronikach niejako przez pomyłkę. Tak się obecnie sądzi. Zakonnik, jako człek wykształcony i ciekawy świata uczestniczył w różnych uroczystościach odbywających się po wioskach i osadach. Czrnobóg okazał się brakującym elementem w układance. Wspomniany na ofiarnej biesiadzie Białobóg musiał dostać antagonistę, którego sprokurował mu zakonnik. Niemiec z pochodzenia. To może być dowód w jego obronie. Białobóg i Czrnobóg powstali prawdopodobnie w wyniku pomyłki. Zwykłego ludzkiego niedogadania się dwóch cudzoziemców. Białobóg i Czrnobóg są przykładem, że do tłumaczeń trzeba się przygotować niezwykle starannie. Panteon słowiański, jak każda mitologia pełen był bóstw i ich antagonistów, nie było w tym nic nadzwyczajnego, ale historia powstania tej pary ma dodatkowy smaczek. Warto ją przytaczać częściej, by zdać sobie sprawę z wielu rzeczy. Z istnienia dobra i zła. I z nierozerwalności tych idei. Brzmi banalnie? Jednak my chcemy doświadczać tylko dobra. Skąd byśmy wiedzieli, że dobro to dobro, gdyby nie Czrnobóg. Białobóg i Czrnobóg i ich historia uczy nie ufać ludzkim zmysłom. Jakże często okazują się niedoskonałe. Napisane na podstawie http://bogowieslowianscy.pl/