piątek, 21 sierpnia 2020

Słowiański ślub przed wiekami – swaćba

Słowiański ślub przed wiekami – swaćba


Za czasów naszych dalekich przodków ślub nazywany był nieco inaczej – swaćbą. Nazwą tą posługiwano się z powodu osoby o dużym znaczeniu w lokalnej społeczności - mianowicie z powodu swata. Zadaniem swata było doprowadzenie do zaręczyn mężczyzny i kobiety, zawarciu swoistej umowy pomiędzy oboma rodami, ustaleniu co zostanie wniesione we wianie, a co w posagu. Swat zawierał również ślub, przewodnicząc ceremonii. Kapłan, czyli żerca czynił to o wiele rzadziej. W gruncie rzeczy państwo młodzi schodzili nieco na drugi plan w całym ceremoniale związanym z łączeniem ze sobą dwóch, obcych sobie rodzin. Młodych ludzi nikt nie pytał o zdanie odnośnie ślubu. Zapewne nieraz był on zgodny z wolą i sercem najbardziej zainteresowanych, ale z pewnością nie zawsze. Pomimo tego ucieczki z wybrankiem, bądź wybranką serca zdarzały się niezwykle rzadko. Były źle widziane przez społeczność, a młodzi ludzi stawali się personae non gratae, nawet jeśli koniec końców dochodziło do zaślubin. Choć społeczność słowiańska była tak restrykcyjna w przypadku wyboru współmałżonka, to bardzo lekko podchodziła do wierności małżeńskiej. Konkretnie do wierności męża, ponieważ żona musiała pozostać nieskazitelna. W przypadku mężczyzn nie dziwiło jednak porzucanie żon i branie ślubu z kolejnymi. Na tę okoliczność ukuto nawet specjalny termin – poćpiega – była porzuconą przez męża żoną.
swaćba
Swaćba w Szczecinie. Fotograf Łukasz Szełemej.


Powracając jednak do tematu samej swaćby – zawierana byłą w świętym gaju, nad świętym źródłem lub przed posągiem bóstwa. Ręce małżonków łączono ze sobą, wypowiadali oni słowa przysięgi, a następnie rozpoczynała się biesiada. Musiała być ona huczna i wszyscy mieszkańcy wioski byli nań zaproszeni. Jej niezbędnym elementem był ogromny weselny kołacz, którego zjedzenie miało przynieść gościom szczęście. Kołacz weselny, a nawet jego roznoszenie po domach, pozostały nadal elementem tradycji w niektórych regionach Polski. W czasie uczty młoda żona miała obcinane włosy i zakładany czepiec, który symbolicznie włączał ją we wspólnotę żon. Oczepiny były jednak jednym z wielu rytuałów, którym musiała się ona poddać. Pokładziny odbywały się jeśli nie w bezpośredniej obecności, to w pobliżu gości. Z kolei podróż do nowego domu związana była z odstraszaniem złych duchów i myleniem ich pościgu. W samym gospodarstwie nowa kobieta nie była mile widziana przez domowe demony. Stąd oddawanie pokłonów w każdym kącie gospodarstwa i modły odprawiane przez żercę nad małżeńskim łożem. Tak naprawdę żona stawała się pełnoprawnym członkiem rodziny i domownikiem, dopiero po powiciu dziecka, najlepiej syna. Wtedy przestawała być obca i wchodziła pod ochronę domowych duchów.

sobota, 12 maja 2018

Słowiańska celebracja - znak Welesa

Wierzenia słowiańskie lub jak je niektórzy niesłusznie nazywają, pogańskie miały własną specyfikę obchodów. Była to religia silnie związana i podtrzymująca związki plemienne i rodzinne i dlatego duża część liturgii odbywała się w domowym zaciszu. Z udziałem najbliższej rodziny. Główna osoba mógł być senior rodu lub jego zastępcą albo zastępczyni. Duża część celebry odbywała się, angażując całe wioski, a nawet rozrzuconego po polanach w wielkiej puszczy, plemienia. Jeśli obchody koncentrowały się na przykład wokół Welesa, czyniono znak Welesa głównym znakiem obchodów. Zasadniczą formą oddawania czci bóstwu było składanie ofiar. Na ołtarz trafiały zwierzęta, które zabijano, nie szczędząc inwentarza. Oprócz pięknych kóz, krów i turów, miłe bogom było jadło i napitki przednie. Napoje wprost z pańskiego stołu. Kiedy odprawiono część oficjalną, przechodzono do uczty i zabawy ogólnej, w które mógł wziąć udział każdy. Pierwsza część często zarezerwowana była w części tylko dla wybranych. Notabli i Żerców. Oni to bowiem posiedli wiedzę i wtajemniczenia i mogli czynić honory gospodarskie podczas liturgii i wiedzieli, jak zwracać się do bogów, by ich nie obrazić, a przy tym zyskać przychylność.


Tak jest i dziś!

Dawniej każde święto było nie lada atrakcją dla gawiedzi. Dawało możliwość wytchnienia. Świadczyło też o zasobach społeczności, która dzięki zapobiegliwości jej członków mogła sobie pozwolić na odpoczynek i konsumowanie dóbr zgromadzonych wcześniej. Każde ze słowiańskich plemion miało swoje święte miejsce. Jakieś uroczysko, dąb wiekowy lub górę, na której kultywowało swą wiarę.

Bardzo długo utrzymywała się wiara w stare obrzędy i wysyłanie dusz do świata Welesa. Z doniesień zawartych w piętnastowiecznych kronikach można wywnioskować, że pospólstwo hołdowało starej wierze nagminnie, odprawiając obrzędy ku czci starych bogów. Kościół zmagał się z tym procederem i tak do końca nie wyplenił starych nawyków przekazywanych z ojca na syna. Nazywał je ohydnymi i bezwstydnymi i na różne sposoby próbował obrzydzić ludziom złe przyzwyczajenia.

Od nich zależał los człowieka



Rodzanice, choć dość oględnie poświadczone przez odkrycia naukowe zakorzenione musiały być dość głęboko w kulturze i świadomości ludności zamieszkującej ziemie w dorzeczu Wisły, Odry i Bugu. Inaczej nazywane były Narecznicami lub Sudiczkami. Ich kult wiązał się z narodzinami i pierwszymi odwiedzinami bogów u nowo narodzonego dziecka. Rodzanice zawsze we trzy przychodziły jako asysta boga Roda. Wcześniej w czasie ciąży opiekowały się przyszłą położnicą i pojawiały się w towarzystwie wyższego bóstwa, by wieścić los człowiekowi, który właśnie przyszedł na świat. Ich obecność była konieczna i w późniejszym życiu dorastającego obywatela społeczności. Zjawiały się więc na postrzyżynach i weselu, by sprawdzić, jak wypełnia się ich przepowiednia. Propaganda nowej wiary zastąpiła je postaciami aniołów opiekuńczych. Sprytne i skuteczne posunięcie, całkowicie usunęło w cień trzy wieszczki.




Dla przychodzących po połogu Rodzanic warzono przednią strawę. Częstowano kaszą, miodem i jajkami. Uczta czekała na nie, rozstawiana tuż po szczęśliwym rozwiązaniu.

Jądro kobiecości − lunula

Zanim organizacją społeczeństw zawładnął paternalizm, sprawdzonym od zarania sposobem na tworzenie więzi społecznych było przywództwo kobiet. Do dziś tak zostało u wielu przedstawicieli zwierząt tworzących zgrane struktury (patrz afrykańskie hieny i po części lwy).


Miało to swój oddźwięk w wierzeniach, które sławiły pramatkę. W wielu archaicznych systemach wierzeń występuje bogini symbolizująca planetę ziemię, a obok niej występuje jej towarzysz. Bóg-meżczyzna.

W mitologii Słowian miało to odzwierciedlenie również w symbolice. Kobietę przedstawiano pod postacią nocnej bogini, a symbolizowała ja lunula. Lunula kształtem przypominała księżyc w nowiu. Była symbolem płodności i istotą kobiecości, której mężczyźni nie potrafią przeniknąć. I tylko kąpią się w jej boskim blasku w czas nocy, zbliżając się do swych niewiast. A one są wieczną zagadką jak czas, o którym mowa. Okryty mrokiem jak zagadkowym woalem peleryny niewidki. Peleryny, pod którą ukrywa się śmierć, której zarazem ta niezniszczalna siła wymyka się, odradzając w kolejnych pokoleniach. Siły drzemiącej w obfitych kształtach matek karmiących swe dzieci.

Lunula to sedno kobiecości zaklęta w półksiężycu.

Ma ona jednak i inne znaczenia. W nowoczesnej liturgii dla praktykujących obrzędy jest częścią składową monstrancji. Monstro − znaczy pokazywać. Pokazywany jest w ten sposób biały opłatek symbolizujący ciało zbawiciela. Melchizedek, bo taka nazwa też funkcjonuje w nomenklaturze tego symbolu słowiańskiego, jest półksiężycem podtrzymującym część z najświętszym sakramentem.




Kolejnym miejscem noszącym tę piękną nazwę jest ludzki paznokieć. Kiedy patrzy się na pięknie zadbane i niepomalowane lakierem kobiece paznokcie, można ją zaobserwować jako obły półksiężycowaty cień na płytce paznokcia umieszczony u jego nasady. Tam skąd wyrasta. Im większy, tym piękniej prezentuje się paznokieć. Czego jest objawem? Nie wiadomo. Wiadomo tylko, że występuje również na męskich dłoniach i to często całkiem okazale.


Jeszcze jednym dość egzotycznym miejscem, gdzie można ją znaleźć, jest odnóże niesporczaka.

Źródła: https://slowianskiesymbole.wordpress.com
https://slavicfaith.wordpress.com

Boski ptak - raróg



Jak na górze tak i na dole. Kolejny przykład mitu, który ewoluował pod wpływem nowych wierzeń i ich teologii, a nawet można śmiało powiedzieć, że system nowych wierzeń ugruntowany został przy użyciu sporej dawki demagogii i hipokryzji.

Raróg, bo o nim będzie mowa był dawniej strażnikiem. Pilnował przeprawy do krainy bogów. Wyobrażenie bóstwa pokazywało go w postaci ognistego sokoła. Bywały też odmienne przedstawienia. Co prawda na gruncie ornitologicznym, ale z użyciem innych gatunków ptactwa. Raz widziano w nim przepysznego pawia, innym razem ognistego kura. Bywa, że naukowcy skłaniają się do utożsamiania go z samym Swarogiem. W każdym razie był kojarzony z tym bogiem i często mu towarzyszył. Jeszcze inne wersje mitu nie mówiły o ptaku tylko o potężnym i ziejącym ogniem smoku. Smoku wzniecającym ognisty wicher, który sam w sobie stawał się odrębnym bytem. Łatwo wywieść wnioski i skojarzenia z pojawiającym się codziennie nad horyzontem słońcem. Niosącym światło i życie, ale także mogącym unicestwić wszystko, co żywe.



wtorek, 10 października 2017

Każdemu z bogów oddamy hołd

Oczywiście nie dosłownie. Jednak czyż zainteresowanie nie jest formą ofiary. O to w tym wszystkim chodzi. Bogowie zamieniają się w nieruchome głazy, gdy tracą zainteresowanie swych wyznawców. I żeby wskrzesić stare idole trzeba nie lada wysiłku. Dziś znów powraca wspomnienie starej wiary. Powracają Bogowie słowiańscy, szturmując nasze umysły. Robią to skutecznie dzięki pasjonatom zajmującym się propagowaniem zapomnianej kultury, organizującej przed wiekami życie ludziom na terenach zwanych Słowiańszczyzną. Co prawda nie jest to łatwe zadanie z uwagi na szczupłość materiałów dowodowych, które zostały zniszczone lub sfałszowane w ciągu wieków. Analiza źródeł, które są dostępne, daje możliwość dotarcia do bóstw naczelnych i stworzenia całego ciągu ewolucyjnego. Te same materiały występujące w różnych kulturach pozwalają znaleźć analogię pomiędzy różnymi systemami wierzeń na przestrzeni czasu i położenia geograficznego. Jednak mimo tych starań ilość zdobywanych faktów jest wciąż za mała do ułożenia w całość układanki, w której wciąż brakuje elementów.

niedziela, 9 lipca 2017

Zapomniana bogini

Jej wspomnienie pozostało w ruskim folklorze jak echo odbijające się od ściany lasu. W wyobrażeniu tamtejszych ludzi była kobietą o dość dużej głowie i rękoma jakby pasującymi jedynie do rozmiarów głowy. Jak można sądzić po przekazach, które dotrwały do czasów współczesnych jej umiejętności pochodziły z czasów, kiedy ludzie osiedli i zaczęli uprawiać ziemię i hodować zwierzęta. Patronowała bowiem uprawie oraz przetwarzaniu lnu i strzyżeniu owiec. Obie specjalizacje były pokrewne i służyły tkaczom. Jak każdemu bóstwu składano ofiary. Jej najmilsze były kłaki wełniane i pęki lnu.
Bogini, o której mowa to Mokosz. Jaki był jej początek? Trudno stwierdzić na podstawie informacji, jakie dotarły do dziś. Naukowcy odkrywają prawdę na podstawie śladów tak nikłych, że nawet najsprytniejszy detektyw miałby z nimi kłopot.


Powieść minionych lat jest największą skarbnicą wiedzy o zapomnianej bogini. Choć i ona nie jest wolna od wad. Jej przekaz często niejasny i zagmatwany. Mętny do tego stopnia, że doprowadzał naukowców do dziwnych wniosków, jak ten o patronowanie onanii. Jak do tego doszli, któż zgadnie. Dobrze, że nie brakuje rozsądnych umysłów umiejących zatrzymać zapaleńców w tworzeniu szalonych idei.